Nowe przepisy

The Gin Joint: najlepszy koktajl bar w Charleston

The Gin Joint: najlepszy koktajl bar w Charleston

Najlepszy koktajl bar w Charleston

Niech ktoś zawiezie nas na południe, stat. Jeden z najpopularniejszych barów koktajlowych Charleston, Gin Joint, oferuje szeroki wybór dla każdego podniebienia.

Joint oferuje menu różnych przekąsek, w tym przekąski, sery i desery, a nawet ma imponujące niedzielne menu brunchowe pełne południowych ulubionych. Ale najbardziej ekscytującą rzeczą w ich menu wydają się koktajle.

Posortowane w kategorie, takie jak „Farm Fresh” i „The Bitter, The Better”, koktajle są zróżnicowane i unikalne dla baru, wykonane z prostych świeżych składników. Niektóre z najbardziej interesujących to „Bławicowy Fizz”, składający się z ginu, cytryny, bławatka, cukru i białek jaj oraz „Maiden’s Mule”, składający się z dżinu, Eliksiru nr 3, Nalewki imbirowej i Wody Kosmosu Domowego.

Kolejną wyjątkową cechą baru jest opcja „Wybór barmana”, która pozwala klientowi wybrać dwa słowa, takie jak „orzeźwiający”, „owocowy” lub „niezwykły”, a oni skomponują idealny napój.

Nie daj się jednak zwieść. Personel może również przygotować dowolny z twoich ulubionych koktajli i często dodaje koktajle sezonowe, ponieważ „inspirują się porami roku i dopracowali napoje w naszym obecnym menu, aby jak najlepiej reprezentować (ich) produkt i styl” na swojej stronie internetowej.


To tętniące życiem, przewiewne miejsce w sąsiedztwie serwuje 40 rodzajów mydlin w połączeniu z poważnymi południowymi daniami, takimi jak słynne kanapki z wieprzowiną, małże i obfite kaczki.

Tuż obok uznanej restauracji Husk, szefa kuchni Seana Brock’, znajdziesz ciepły, słabo oświetlony dwupiętrowy dom z ręcznie robionymi koktajlami i domowymi bitterami i syropami. Ponieważ jesteśmy na Południu, istnieje również ponad 50 etykiet burbonów i przekąsek z wielokrotnie nagradzanej restauracji obok.


Restauracja Figowa

Ponieważ w tej chwili jestem z dzieckiem, niektórzy z was mogą uznać za dziwne, że jednym z moich 3 najlepszych typów jest w rzeczywistości bar. Ale z drugiej strony, jeśli mnie znasz naprawdę cóż, to wcale nie będzie dziwne!

Mimo że jestem w ciąży, nadal doceniam dobry koktajl. Jedyna różnica polega na tym, że teraz nie mają alkoholu.

Kiedy usiedliśmy przy stoliku na patio na frontowym dziedzińcu The Gin Joint, spodziewałem się, że po prostu zapytam kelnera, czy mógłby uprzejmie zaprosić miksologa za barem, żeby ugotował mi koktajl bezalkoholowy.

Wyobraź sobie moje zdziwienie i zachwyt, gdy przeglądałam karty z drinkami i była tam cała strona zatytułowana “Koktajle Umiarkowania”. Czy to oznaczało to, co myślałem, że oznacza?

Gin Joint’s Pomarańczowy Kwiat Collins

Absolutnie tak, potwierdził serwer. Mogłem bez obaw wypić wszystko na tej stronie, ponieważ nie było w tym alkoholu.

Pierwszym napojem, jaki wypiłem, był Orange Flower Collins, mieszanka wody z kwiatów pomarańczy, cytryny, syropu prostego i CO2. Następny był Saratoga Cooler- house robił piwo imbirowe, limonkowe i demerarę. (Dla tych z Was, którzy widzą słowo “piwo” i są zaniepokojeni, nie martwcie się, piwo imbirowe w rzeczywistości nie jest piwem.)

The Gin Joint’s Solony Batonik Czekoladowy

Chociaż uwielbiałem koktajle, zamówiłem coś jeszcze, co nigdy, przenigdy nie zostanie zapomniane. 24 września 2012 roku na patio The Gin Joint w Charleston w Południowej Karolinie zjadłem prawdopodobnie najlepszy deser na świecie.

Solony baton zrobiony z precla, karmelu, masła orzechowego, pop rocks i soli morskiej. Słony, słodki, szalenie, śmiesznie, oszałamiający.

To, co widać powyżej, to ostatnia połowa. Połowę, którą zabrałem z powrotem do naszego pokoju hotelowego i natychmiast przechowałem w naszej mini-lodówce na przechowanie. Potem zjadłem kęs, kiedy obudziłem się następnego ranka. Potem zjadłem resztę, gdy następnego wieczoru wróciłem do pokoju. Kiedy zjadłem ten ostatni kęs, myślę, że mała część mnie umarła. Nie wyobrażam sobie, żebym nigdy więcej nie doświadczył tych smaków i tekstur w ustach.

Gin Joint, wrócimy. I kiedy uderzyliśmy cię w 2 z 3 nocy, kiedy byliśmy w mieście tym razem, kiedy jestem bez guza, mam przeczucie, że może to być każdej nocy.


Połączenie ginu

Sobotnie wieczory są najlepsze, kiedy na małej przestrzeni zapełniają się zarówno turyści, jak i miejscowi. Alkohol płynie jak woda nad zepsutą tamą, a mała alejka, która cztery lata temu zastąpiła szacownego Roberta z Charleston, budzi się do życia. To zaniżona przestrzeń. Skórzane budki i blok rzeźniczy kontrastują z sięgającymi do podłogi szafkami strzeżonymi bramami z galwanizowanej stali, co oznacza, że ​​The Gin Joint to radykalne odejście od operowej francuskiej stołówki, w której przez wieki jeździł ojciec współwłaścicielki MariEleny Raya.

W pewnym nieokreślonym momencie w ciągu ostatnich pół tuzina lat ludzie uznali, że drinki z łodzi i tanie pilznery są passé, że toniki od wódki i rozmyte pępki są materiałem na przerwę wiosenną, a właściwy wniosek z dobrego posiłku lub spotkania wyrafinowanych leży w celowa mieszanka skomplikowanych libacji. Fakt, że The Gin Joint można teraz nazwać oryginalnym śladem wielu poświęconych temu gatunkowi lokali w Charleston, świadczy o dalekosiężnym wpływie kultury koktajlowej i jej potencjalnej długowieczności jako trendu kulinarnego.

Przyjeżdżasz tutaj, aby więcej pić niż jeść, a to miejsce, w którym mąż właścicielki MariEleny, Joe Raya, pali własny syrop klonowy i kroi własny lód – w 300-kilogramowych blokach, które są następnie rozcinane elektronarzędziami i młotkami. To tutaj gorzkie są robione na miejscu, a syrop cytrusowy prawdopodobnie miał skórkę, gdy przeszedł przez drzwi. To także jedyne miejsce, jakie znam w mieście, gdzie napoje generalnie kosztują więcej niż jedzenie. To, że nawet zarządzają kuchnią, wydaje się nieuzasadnionym bonusem. Nieliczne menu zostało zaprojektowane wyłącznie w celu uzupełnienia mieszanek Zakazu (to znaczy braku wódki) zawieszonych zza małego baru z tyłu.

Wybór barmana oznacza zwrot 10 dolców. Wybierasz dowolne dwa z opisowej listy doznań smakowych i smaków: osoba może czuć się orzeźwiająca i cierpka lub ziołowa i gorzka. Jeśli masz do czynienia ze szczególnie interesującą randką, możesz przekupić barmana za trzy osoby – może pikantne, kwiatowe i mocne. Jeśli jesteś osobą niezdecydowaną lub po prostu masz pieniądze do spalenia, sekcja menu „Górna szuflada” oferuje 25 USD „Bardzo staroświecki” z 17-letnim bourbonem Antique Eagle Rare.

Za swoje pieniądze chłonąłem The Pirate Radio, na wskroś włoską mieszankę, nawet jeśli szczyci się siedmioletnim nikaraguańskim rumem. Ramazzotti amaro, palony cukier, Campari i inne gorzkie smakołyki pomagają znaleźć go właśnie po tej stronie Mediolanu. Ale z ulubionym koktajlem w ręku czas przejść do przekąsek.

Menu jest oszczędne, ale zaskakująco tanie. Rayowie nadrabiają zwięzłość niekonwencjonalnym, zabawnym podejściem do jedzenia. Suszona wołowina, idealna z czystą żytnią whisky, jest doprawiona czosnkiem, soją i pikantnymi chili. Popcorn pojawia się w stylu „pad Thai”, co naprawdę przekłada się na kukurydzę zalewaną sosem rybnym, sokiem z limonki i orzeszkami ziemnymi. Są miękkie precle panierowane serem z dodatkiem Sriracha i dip krabowy podawany z solą i chipsami ziemniaczanymi w occie.

Bardziej treściwe talerze zawierają grillowany ser, który może być słony ze względu na farsz wiejskiej szynki Bentona w środku. Ale to cud architektury: tuile z sera cheddar, wstrząsająco chrupiący, całość przecięta ukośnie, aby mieć siedem cali wysokości na środku talerza – z pewnością najbardziej dramatyczny grillowany ser w mieście.

Suwaki z klopsikami z kaczki są również dobre. Mniej kanapek niż bułeczki na parze w stylu azjatyckim, ich smaki są czysto śródziemnomorskie – koper włoski, sałatka jabłkowa i sos pomidorowy San Marzano na talerzu. Ale najlepsze danie nazywa się po prostu bułką wieprzową. Można by powiedzieć, że były to również Azjatki, gotowane na parze płatki ciasta, które zostały w pewnym sensie zdekonstruowane. Nadzienie znajduje się w dołączonej misce, dobre ćwierć funta duszonej wieprzowiny spada z kości i ocieka słodką glazurą w stylu południowym. Jest też przystawka, mały talerz musztardy, która została sfermentowana w pikantne kimchee. Dodajesz te rzeczy sam, dodając proporcje mięsa i zieleni do bułek gotowanych na parze, ale sugeruję zdrową dawkę zieleni. Są najlepszą rzeczą w domu.

Gin Joint jest wszechstronny. Można było ułożyć cały posiłek z przystawek i innych „przepisów”, jak je nazywają. Jest to miejsce na drinka przed kolacją w innym miejscu lub z łatwością służy jako kieliszek przed snem i deser po posiłku. Na drugim końcu takiego równania baton czekoladowy z masłem orzechowym jest legendą. Warto wybrać się na wycieczkę wyłącznie po to, by rozkoszować się chrupiącym preclem, gładkim okładem z dulche de leche i mrowieniem musującym „pop rocks” w połączeniu z dużymi płatkami soli morskiej. Weź kilka batonów czekoladowych za pas, a zakończysz większość wieczorów na dolnym East Bay wycieczką do The Gin Joint. Zanurz się w seksowności kilku pirackich radiostacji, a tam też będziesz chciał zacząć swoje noce.

Losowanie: Najlepsza staroświecka knajpa po południowej stronie półwyspu

Wada: Duży apetyt może sprawić, że menu obiadowe będzie trochę wolne.


Połączenie ginu

Przytulny i kameralny bar Joe Raya szczyci się wystrojem inspirowanym stylem lat 20. XX wieku i serwuje wyśmienite koktajle. Tutaj bardzo poważnie traktują swoje drinki. Naprawdę poważnie. Gorzkie i napary są robione na miejscu, a bar jest nawet wyposażony w jedną z tych maszyn do lodu Clinebell, które pozwalają uzyskać właściwy lód. Koktajle to warstwowe i złożone kreacje z wieloma składnikami pozyskiwanymi lokalnie. W sekcji menu z ginem Waterloo Sunset łączy Voyager Gin z cytryną, rieslingiem, stregą, cynamonem, zamuloną gruszką i angosturą, podczas gdy pułkownik Angus oparty na bourbonie zawiera cytrynę, fernet, St. Germain i truskawkę. Kolekcja „najwyższej półki” obejmuje mocne, mocne napoje wykonane z najlepszych alkoholi, takich jak gładkie Midwinter Old Fashioned, wykonane z Dram, Dem, Angostura i Orange Bitters. To operacja męża i żony, a żona Joe, MariElena Raya, serwuje imponujący wybór małych przekąsek i smakołyków, w tym miękkie precle, popcorn pad thai, empanada z kaczki i suszoną wołowinę. Mają szeroki wybór serów rzemieślniczych. Będziesz chciał zaoszczędzić trochę miejsca na brzuchu na ich czekoladowy baton z masłem orzechowym na deser. Dekadencki, ale pyszny. NB. Rezerwacje są dla stron od 6+


Zapytaliśmy 10 barmanów: Jaki jest najbardziej niedoceniany gin?

Gin jest bazą dla niezliczonych klasycznych koktajli, takich jak French 75, Gimlet, Negroni i oczywiście ponadczasowy Gin & Tonic. Jego subtelne aromaty, pożyczane przez rośliny takie jak jałowiec, zdobyły fanów po obu stronach baru na całym świecie. Jednak w USA gin pozostaje w tyle za innymi alkoholami pod względem wielkości sprzedaży.

Barmani próbują to zmienić. Niektórzy miksolodzy są tak zafascynowani dżinem, że otworzyli dedykowane mu bary – kilka jest tutaj wyróżnionych – a wielu innych ma opowieści o tym, jak dżin wpłynął na ich życie i zainspirował ich koktajle.

Poniżej 10 barmanów z całych Stanów Zjednoczonych wymienia butelki ginu, które według nich nie mają wystarczająco dużo miłości.

Najbardziej niedoceniane dżiny według barmanów:

  • Botanik Islay Dry Gin
  • Właściwy gin
  • Ki No Bi Gin
  • Irlandzki gin . z prochem strzelniczym Drumshanbo
  • Forthave Spirits Niebieski Gin
  • Okup stary Tom Gin
  • Gracias a Dios gin
  • Przyszłość
  • Tanqueray Gin
  • Św. Jerzy Suchy Żyto Gin

Czytaj dalej, aby uzyskać szczegółowe informacje o wszystkich zalecanych butelkach!

“Gin był moją pierwszą miłością i bramą do mojego zauroczenia duchami. Botanik jest moim ulubionym. Przyciąga mnie bardziej zrównoważony profil botaniczny wraz z charakterystyką terroir wybrzeża Islay. Świetnie popija i robi piekło Martini 50:50.” — Brittany Ingalls, barman, Silver Lyan w hotelu Riggs w Waszyngtonie

“W Gin Room mamy tylny pasek ponad 300 dżinów, ale często skłaniamy się ku niektórym dżinom. Jeden szczególny faworyt ze Szwecji, Right gin, zostaje przeoczony. Niewiele osób było w stanie wykonać cytrusowy, pieprzny gin, który może przebić się i stać w koktajlu. Kiedy Right zostało stworzone przez Lyonsa Browna, celem było stworzenie prawdziwie zrównoważonego ginu i udało im się. Prawo pozwala wszystkim roślinom stać na własną rękę i nie pozwalać jednemu dominować nad innymi. Mieszanka botaniczna w Right (jagody jałowca, czarny pieprz, kolendra, skórka cytryny, bergamotka, kluczowa limonka, gorzka pomarańcza i kardamon) pięknie równoważą cytrusowe i kwasowe elementy świdra. Właściwy dżin powinien być na tylnym pasku każdego entuzjasty.” — Natasha Bahrami, właścicielka The Gin Room, St. Louis, Mo.

“W przeciwieństwie do japońskiej whisky, japońskie dżiny nie pojawiły się jeszcze na rynku amerykańskim. Wierzę, że kategoria japońskich dżinów będzie kolejną wielką rzeczą. Ki No Bi Gin istnieje od 2016 roku i jest rzadko widywany w barach. Mam obsesję na punkcie aksamitnej konsystencji i subtelnych nut herbaty yuzu i gyokuro, które przynosi. To jedno z moich ulubionych Martini wszech czasów.” — Sharon Yeung, główna barmanka, The Roosevelt Room, Austin, Teksas.

“Drumshanbo gin, ponieważ jest produkowany w Irlandii, a gin jest ogólnie czymś, o czym [tam] się nie myśli, ponieważ Irlandia jest bardziej znana ze swoich whisky. Nie jest to drogi gin i dość łatwo go znaleźć! Wykorzystuje herbatę z prochu strzelniczego jako jeden z podstawowych składników, aby zapewnić pikantne i ziołowe tony. To pyszny gin z naprawdę ciekawymi smakami przypraw, cytrusów i nie tylko. To sprawia, że ​​​​doskonałe są Bee's Knees i Martini.” — Jason Nguyen, barman, The Jones Assembly, Oklahoma City

“Na rynku jest teraz tak wiele kategorii ginu, że trudno mi wybrać tylko jedną. Jeśli mówimy o nowym stylu, myślę, że Blue Gin od Forthave Spirits byłby najbardziej niedoceniany w tej kategorii. Jest miękki i delikatny z subtelnymi nutami skórki arbuza, spadzi i ogórka. Zdecydowanie polecam to samo, na skałach, z tonikiem lub w koktajlach spirytusowych. Forthave Spirits ma siedzibę w Brooklynie w stanie Nowy Jork, a ci ludzie również robią zabawne aperitivo i amaro.” — Harry Chin, dyrektor baru, Here’s Looking at You, Los Angeles

“Osobiście uważam, że najbardziej niedocenianym ginem jest The Botanist Islay Dry Gin. Jest to świetny rzemieślniczy dżin destylowany przez wielką gorzelnię Bruichladdich. Zawiera 22 lokalnie ręcznie zbierane rośliny z regionu Islay w Szkocji. Te 22 lokalne składniki zmieszane z naturalną wodą źródlaną z Octomore Spring na wyspie Islay tworzą prawdziwą reprezentację szkockiego ducha. To idealny gin do Gin & Tonic do klasycznego ginu Martini lub ulubionego koktajlu z dżinem.” — James Bolt, właściciel The Gin Joint, Charleston, S.C.

“Nie wybrałbym w szczególności jednego ginu, ale raczej styl ginu. „Old Tom” nie jest tak suchy, jak bardziej współcześni ulubieńcy. Smakuje słodsze podniebienie niż odmiany London Dry, ale nie jest tak słodowe jak klasyczny Genever. Dżin Old Tom pojawia się w niektórych z moich ulubionych koktajli, takich jak The Martinez, Gin Old Fashioned i gorzałka Bijou. Moim ulubionym miejscem jest Ransom Old Tom, który jest wyjątkowo leżakowany w beczce po winie. Wyróżnienie trafia do Gracias a Dios gin. Botaniczny gin na bazie agawy z Oaxaca to powiew świeżego powietrza w świecie koktajli.” — Björn Taylor, zastępca dyrektora generalnego, Lefty’s Brick Bar, Gin Bar i Vixen’s Wedding w Arrive Hotel, Austin, Tex.

“Future Gin jest własnością czterech kobiet i jest również destylowany przez kobietę z Downtown LA. Kobiety tutaj przygotowały recepturę roślin, które upamiętniają hojność Kalifornii: jałowiec, skórka grejpfruta, skórka cytryny Meyera, kolendra, liście winogron, awokado liście i pieprz czarny. Gin jest tak wspaniałym alkoholem do mieszania, że ​​dobrze sprawdził się w Olmsted w koktajlu, który zrobiliśmy z rumianku, miodu i cytryny. Ale tak naprawdę dobrze się sprawdza w prostym Gin & Tonic, moim ulubionym. To świetny przykład niezależnej, rzemieślniczej marki, która przesuwa kopertę w smaku i przyszłości ginu.” — Zwann Grays, dyrektor ds. wina, Olmsted, Brooklyn

“Tanqueray to bardzo niedoceniany gin. Jest typowo kojarzony z kulturą miejską ze względu na popularność Snoop Dogg’s‘Gin & Juice’ Jego subtelne kwiatowe nuty sprawiają, że idealnie nadaje się do ginu Gimlet.” — Johnny Caldwell i Taneka Reaves, współzałożyciele Cocktail Bandits, Charleston, S.C.

“Jest ich wiele, ale gdy poproszono o wybranie jednego (lub kilku), powiedziałbym, że linia St. George z Kalifornii. Dry Rye [Gin] to w 100 procentach żyto destylowane w doniczce, które zapewnia mocną strukturę i przyprawę, która jest idealna do koktajli rzemieślniczych. St. George Terroir to pyszny gin do popijania, który tworzy wspaniałe Martini z nutami głębokiego drewna, szałwii i cytrusów.” — Kara Slife, dyrektor ds. napojów, The Annie Café & Bar, Houston

Ta historia jest częścią VP Pro, naszej bezpłatnej platformy treści i biuletynu dla branży napojów, obejmującej wino, piwo i alkohole — i nie tylko. Zarejestruj się teraz w VP Pro!


Najlepsze koktajl bary w Charleston

Nie jest tajemnicą, że Charleston to miasto portowe. Jesteśmy znani z tego, że po słonych dniach na morzu pijemy jak żeglarze likiery, likiery i wina wzmocnione. Mówi się, że tradycja popijania Madery w Charleston jest pozostałością po czasach długich, transatlantyckich pasaży, ale my też lubimy klasyczne koktajle i wyrafinowane nowe mikstury, aby je przyrządzać, pić i rozmawiać o nich. Jeden z moich znajomych nieustannie marzy o herbatnikach Xiao Bao za wódką i imbirem Mapo Mule (i wietnamskimi naleśnikami). Inny kumpel twierdzi, że lodowe martini w Charleston Grill są najlepsze w mieście. Mój ulubione koktajle są przygotowywane ze starych, dobrych południowych burbonów i żytniej whisky, jak idealny Sazerac w Hank’s Seafood. Tymczasem, jeśli spóźnisz się wystarczająco późno, prawdopodobnie będziesz świadkiem fenomenu Charleston. Po zamknięciu restauracji tłum jedzenia i bevów jest znany z zamawiania shotów i kieliszków francuskiego likieru na bazie koniaku „Grand Ma”, czyli Grand Marnier.

Połączenie ginu

Adres znajduje się na ruchliwej East Bay Street, ale ten mały bar oddalony od ulicy przy patio wydaje się być daleki od sceny turystycznej. Fajnie jest grać w “wybór barmana” tutaj. Mój przyjaciel powiedział „owocowy” i „ostry” i wkrótce otrzymał smaczny koktajl z tequili, grejpfruta i domowej galaretki z czerwonej papryki. Połącz swoje napoje z przysmakami z lokalnego menu przekąsek.

Belmont

Klasyczny, fajny i wyluzowany, ten górny bar przy King Street serwuje pięknego drinka. Jedną z jego specjalności jest pozyskiwanie rzadkich, małych partii whisky i ziołowych likierów Fernet, o których prawdopodobnie nigdy nie słyszałeś (ale będziesz chciał spróbować). Bar również bawi się czarno-białymi filmami wyświetlanymi na odsłoniętym ceglanym wnętrzu ściany.

Bar w Husk

Żaden inny lód, którego (jeszcze) nie miałem, nie może się równać z pojedynczą, idealnie okrągłą i przezroczystą kulą lodową wiszącą w Twojej szklance do whisky w tym historycznym domu zamienionym w bar. Znajduje się obok Huska, odpowiada za nowo odkryte pragnienie Charlestonian dla starszego Pappy Van Winkle Bourbon. Jeśli wąski bar na dole jest pełny, zajrzyj na drugie piętro.

McCrady&rsquos

Zbudowany w 1788 roku, z wejściem od alei, części McCrady’s przypominają elegancką jaskinię, ale wtedy sufit baru wznosi się do wysokich okien. Polecam usiąść przy długim barze lub na jednym z upragnionych bankietów. Popijaj wszystko z menu, a będzie smakować niesamowite, w tym koktajle z absyntem.

Dowód

Tak, to kolejny bar przy King Street niedaleko college'u, ale nie ma tu żadnych dziecięcych rzeczy. Znany z serwowania najlepszego ginu z tonikiem w mieście, długa lista klasycznych i nowych koktajli Proof zawiera super orzeźwiający Lillet Blanc z gorzkimi pomarańczami krwi. Dodaj do tego wystrój bez dodatków i obfite przekąski, takie jak klopsiki, hummus z gotowanych orzeszków ziemnych i marynowane jajka.


James Bolt | Właściciel, The Gin Joint

Dorastając w małym miasteczku Highlands w Północnej Karolinie, James Bolt nigdy nie był zbyt popularny w szkole. Program „normalnych zajęć”, jak je określił, nie interesował go tak bardzo, jak spędzanie czasu w kuchni, więc zapisanie się do Kulinarnego Instytutu Ameryki było pierwszą i jedyną opcją dla urodzonych i wychowanych Appalachów. Bolt skończył z tytułem licencjata w kierunku zarządzania napojami, lądując w pierwszorzędnym mieście żywności i napojów Charleston w Karolinie Południowej, po ukończeniu edukacji w 2013 roku.

Zaczynając od szefa kuchni Seana Brocka w McCrady's, Bolt przeniósł się do baru w The Gin Joint w Dzielnicy Francuskiej w Charleston, przechodząc od pracownika do całkowitego właściciela. Tak, jego bar-restauracja jest dobrze wyposażona do robienia Martini, Negroni lub Last Word — mają w ofercie ponad 80 dżinów i mnóstwo innych alkoholi — ale Bolt jest najbardziej dumny z odważnej, eksperymentalnej passy, ​​którą on i jego pracownicy stosują podczas pisania menu. „Nie chcę, żeby moje koktajle były typowe” – mówi. „Chcę, aby ludzie mówili: »Nie mam pojęcia, jak to działa, ale tak«. Jeśli ktoś po dwóch latach wróci z pytaniem o koktajl ze starego menu, wiem, że trafiłem w sedno”.

Tutaj Bolt, dżentelmen z Południa, który ma upodobanie do niekonwencjonalnych potraw i podróży międzynarodowych, przegląda nasz Kwestionariusz Lookbook, omawiając swoje nastoletnie lata przesiąknięte bimbrem, katastrofalną próbę przerobienia gazpacho na koktajl i rygorystycznie sprawdzoną strategię The Gin Joint, dotyczącą akomodacji awanturników. wieczory panieńskie. — Drew Lazor

Obecny zawód: Właściciel The Gin Joint.

Kim chcesz być, kiedy dorośniesz? Prawdopodobnie jak wszyscy inni, chciałbym otrzymywać pieniądze za jedzenie i picie na całym świecie.

Najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek piłeś: W Sarlat-la-Canéda napiłem się likieru, w którym zawieszono „największą truflę świata”. Myślę, że to była najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek piłem, po pierwsze dlatego, że smak był tak mocny, a po drugie, było tak Wczesnym rankiem niespodziewany napój naprawdę rozruszał mój dzień.

Najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek wypiłeś: Kiedy byłem na studiach, piliśmy to, co teraz uważam za mały sok z dżungli. Devil’s Springs Vodka, proszek Crystal Light i RC Cola. Nie mam pojęcia, o czym myśleliśmy.

Pierwszy raz, kiedy się upiłeś: Dorastałem w bardzo małym górskim miasteczku, więc pierwszy raz, kiedy się upiłem, był typowy. To było tanie piwo, które mój kumpel ukradł swojemu tacie, i shoty bimbru z niektórych wciąż głęboko w Appalachach.

Gdybyś miał słuchać jednego albumu w kółko przez resztę swojego życia, co by to było? Zwariowałbym, gdybym miał wybrać tylko jeden album. A może trzy? 1. Zac Brown Band, Dostajesz to co dajesz. 2. Foo Fighters, Marnowanie światła. 3. Chrisa Stapletona, Podróżny. Słuchamy dużo kraju w moim domu. Obiecuję, że nie jestem wieśniakiem.

Jakie jest najdziwniejsze hobby, które obecnie masz lub miałeś? Uwielbiam robić zakupy w sklepie spożywczym. Za każdym razem, gdy w okolicy otwiera się nowy sklep, poświęcam dzień na chodzenie po każdej alejce. To dziwna obsesja, ale uwielbiam to.

Co wiesz teraz, że chciałbyś wiedzieć pięć lat temu? Prosić o pomoc. Nikt nie jest Supermanem. Gin Joint nie byłby połową tego, co jest bez mojego niesamowitego zespołu.

Najdziwniejszy eksperyment koktajlowy, jakiego kiedykolwiek próbowałeś: Kiedyś próbowałem zrobić riff z grillowanego gazpacho z ogórkiem i krabem, który wtedy uwielbiałem. Grillowałem ogórki, a potem próbowałem z nich wycisnąć sok. Rezultatem był osad przypominający wodę ściekową. Nie dotarłem nawet do części eksperymentu z krabami lub alkoholem.

Co najbardziej lubisz robić, kiedy nie jesz, nie pijesz ani nie robisz napojów? Nie czuję, że robię cokolwiek innego! Chyba siedzi przy naszym basenie. Znajduje się tuż nad bagnami nad piękną rzeką, więc jest naprawdę relaksujący.

Najdziwniejsza prośba o drinka, jaką kiedykolwiek dostałeś: W The Gin Joint oferujemy listę przymiotników, z których goście mogą wybierać do koktajlu „Barman’s Choice”. Charleston jest głównym miejscem na wieczory panieńskie, więc otrzymuję wiele próśb o „zdzirowate”, „namiętne” lub „rozbrykane” koktajle od narzeczonych i ich świty. Za każdym razem jest to niewygodne i trochę niezręczne.

Twój ulubiony bar i dlaczego: Barrel Proof w Nowym Orleanie. Za każdym razem, gdy podróżuję do NOLA, jest to jeden z moich pierwszych i może ostatnich przystanków. Jest tak wszechstronny. W międzyczasie możesz dostać piwo i kieliszek, nalać rocznika whisky lub dowolny koktajl. To dla mnie naprawdę fajny pomysł i zawsze czuję się tam jak w domu.

Najlepszy posiłek, jaki kiedykolwiek jadłeś?: Miałem szczęście wziąć udział w wymianie Alinea i Eleven Madison Park w 2012 roku. Całe doświadczenie było szalone. Dbałość o szczegóły w dekoracjach, stymulacja sensoryczna i dobieranie potraw powaliła mnie na kolana.

Jaki jest twój ulubiony drink w barze koktajlowym? Zwykle wybieram Negroni lub Penicylinę.

Bar winny? Moje ulubione zazwyczaj jest musujące, ale jeśli na liście win jest coś bardzo dziwnego lub odjazdowego, to zamawiam.

W nurkowym barze? Łatwo. Zimny ​​PBR i kieliszek whisky.

Twój preferowany system leczenia kaca: Dzień po nadmiernym piciu zaczyna się od herbaty yerba mate, po której następuje azjatyckie jedzenie na wynos i kombucha.

Jedyne, o czym marzysz, zniknie z list napojów na zawsze: Myślę, że ludzie używają słów takich jak „świeży”, „prawdziwy” lub „po prostu wyciśnięty”, aby opisać składniki. Nie sądzę, że trzeba sugerować, że jest świeży. Naprawdę mam nadzieję, że nie dodasz starego soku cytrusowego do mojego drinka.


The Gin Joint: najlepszy bar koktajlowy w Charleston - Przepisy

W FIG barman Andrew King ma w zapasie 15 butelek amaro, ale gdyby miał wybór, podwoiłby tę liczbę. „To zdecydowanie składnik, który mnie porwał” – mówi.

Amaro (lub liczba mnoga: amari) to ziołowy likier, tradycyjnie włoski, chociaż według Saveur Francja, Niemcy, Polska i Stany Zjednoczone dołączyły do ​​gry digestivo. Historia Amari sięga średniowiecznych mnichów, którzy robili nalewki ziołowe jako środki lecznicze. Zapytaj Kinga, a prawdopodobnie zgodzi się, że likier, który często smakuje w czystej postaci lub z domieszką cytrusów, ma jeszcze pewną paliatywną moc.

I chociaż zgorzkniały duch wymagał trochę wytrwałości, aby tu wprowadzić, „goście wracają i proszą o nowe sposoby, aby spróbować” – mówi. Po ocenie reakcji człowieka na odważną i leczniczą Fernet-Branca – „niektórzy to wypluwają, więc oceniam skrzywienie” – King oferuje lżejsze style, takie jak lekko słodka i kwiecista Czarnogóra. Dla niewtajemniczonych King sugeruje poproszenie barmana o pokrojenie go z odrobiną wody sodowej – świetny wstęp do tego słodko-gorzkiego likieru.

Przekrwiony Księżyc (dla 1)

  • 1½ uncji Fernet-Branca
  • 1 uncja. Old Overholt czysta whisky żytnia
  • 1/2 uncji Likier Luxardo Maraschino
  • 2 kreski gorzkiej cytryny
  • 1 skórka cytryny
  • 1 skórka pomarańczowa

Wszystkie płyny umieścić w shakerze wypełnionym lodem. Dobrze wstrząśnij, przelej do szklanki typu rocks i udekoruj skórką cytryny i pomarańczy.

Zanim The Darling's The Captain Bloody Mary trafi na stół, przeszedł przez cztery stacje, dostając akcesoria z cichym szczeniakiem, pazurem kraba królewskiego, pazurem homara i dwiema marynowanymi krewetkami. Wieża z owocami morza – bez, cóż, wieży – to co najmniej początek rozmowy. „To był ogromny sukces”, mówi kierownik baru Dan Williams, który zgadza się, że zuchwałość Kapitana świadczy o powadze, z jaką Charlestonians podchodzą do swoich Krwawych Mary. To po prostu nie jest brunch bez grona krwawych. Lokalne wersje są różne, od wiejskiej wersji z szynką w Husk po złotożółty napój pomidorowy z grillowaną kukurydzą w Millers All Day. W rzeczywistości Charleston tak bardzo kocha Bloody Marys, że miasto zrodziło co najmniej czterech lokalnych dostawców mieszanki Bloody Mary (patrz wyżej). To powiedziawszy, fani Zing Zang wciąż mogą dostać swoją ulubioną mieszankę i wspaniały brunch w miejscach takich jak Marina Variety Store.

Charleston nie jest krajem jabłek, ale to nie powstrzymało producenta cydru Ship’s Wheel przed zakorzenieniem się tutaj. Wiosną ubiegłego roku firma zaczęła gasić pragnienie miasta na alternatywę dla piwa, a teraz jej właściciele, rodzina Jamison, są gotowi sprowadzić do Lowcountry pierwszą salę do degustacji mocnego cydru. „Naprawdę myśleliśmy, że cydr jako kategoria nie jest w pełni reprezentowana”, mówi patriarcha Scott Jamison z powstającej firmy.

Scott i jego żona Cindy dorastali w nadmorskim New Jersey, ale większość swojego dorosłego życia spędzili w Wirginii, gdzie rosła ich miłość do cydru. Kiedy ich dzieci przeprowadziły się do Charleston, też się spakowały, ale Scott mówi, że nie mogli znaleźć tutaj domowego cydru. Dziś Ship's Wheel produkuje trzy odmiany (Original Blend, Dry Hopped i Summer Splash) pochodzących z sadów w Nowym Jorku, a także ze Starego Dominium, a od tej wiosny możesz skosztować od twórców, gdy ich sala degustacyjna zostanie otwarta w Park Circle .

Znajdź Hard's Wheel Hard Cider w Lowlife Bar na Folly Beach i The Gin Joint w centrum, a także w obu lokalizacjach Whole Foods.

Kredyt: Zdjęcie: Sarah Alsati

Kiedy weźmiesz pod uwagę historię Charleston, w której piraci i korsarze pili i uprawiali hazard na naszych brukowanych uliczkach, nic dziwnego, że to miasto docenia chrupiące, zakurzone nurkowanie. Tak jak ludzie Czarnobrodego mogli wypić łyk rumu w Seafarer's Tavern (dzisiaj sklep monopolowy przy 120 Broad Street), przyciąga nas powitanie w godzinach pracy w takich miejscach jak Richard's Bar & Grill w Mount Pleasant (RIP) Gene's Haufbrau w West Ashley oraz Cutty's, AC i Moe's na półwyspie. Nie wierzysz nam? Weź pod uwagę, że sala regeneracyjna King Street jest rekordzistą jako numer 1 w sprzedaży puszek Pabst Blue Ribbon na świecie. Zgadza się, powiedzieliśmy świat.

Brooks Reitz, założyciel firmy Jack Rudy Cocktail Co. (i współwłaściciel Leon’s Oyster Shop, Little Jack’s Tavern i Melfi’s), był już znany w branży napojów, kiedy doznał objawienia z kwiatu czarnego bzu. „Kochałem St. Germain”, mówi o francuskim likierze z czarnego bzu. „Kiedy się pojawił, był to keczup barmana. Sprawiało, że wszystko smakowało wyśmienicie. Nie ma ducha, z którym by się nie mieszał”.

Przenieśmy się do wizyty w Święto Dziękczynienia w jego rodzinnym Kentucky pięć lat temu, kiedy jego tata wyciągnął butelkę wina z czarnego bzu, zrobionego z jagód, które rosną dziko wzdłuż torów kolejowych w jego rodzinnym mieście. „To mnie uderzyło”, mówi Reitz. „Myślałem, że można go dostać tylko we francuskich Alpach, a nie w Kentucky”. So he began playing with dried elderflowers and realized that their “grapefruit quality without acidity” and rich mouthfeel would be a perfect mix in a bourbon, tequila, or rum drink. Thus his Jack Rudy Elderflower Tonic was born. You can order a 17-ounce bottle from jackrudycocktailco.com for $16 or visit Leon’s to try the Elderflower G&T.

Przepis:
Elderflower G&T

Combine the gin and tonic in a collins glass with ice. Top with soda water, stir, and serve.

Credit: Photograph courtesy of Jack Rudy Cocktail Co.

In the summer, King Street’s Uptown Social sells roughly 500 frosés a week. “That’s definitely our most popular frozen drink,” says bartender Matt Watson. The trendy wine slushy hit the F&B scene hard when it arrived in 2016. And thanks to bachelorette parties and a summer that essentially lasts six months, frosé isn’t going away anytime soon. Many places sell the icy rosé, but Uptown Social mixes theirs with High Noon Grapefruit vodka to give it an extra little kick.

Credit: Photograph by Sarah Alsati

When it comes to local bartender lore, few stories can top the “Great Grand Marnier Visit.” First, you need to know that the orange-flavored, Cognac-based French liqueur that’s predominately used for cooking became the shot among the local F&B crowd roughly 20 years ago.

According to FIG bartender Andrew King, the bigwigs at Grand Marnier, curious to find out why their liqueur was now the Charleston “bartenders’ handshake,” flew in a team to meet the top sellers of “GrandMa,” as locals affectionately call it.

“The way I understand it is that Grand Marnier wanted to celebrate the city for being the highest seller stateside, so they invited a bunch of bartenders to Henry’s on Market Street and brought in an anniversary edition of 100-plus-year-old Grand Marnier,” says King. “The locals started turning up the bottles and shooting it, and the Grand Marnier representatives got so disgusted, they left the party and never came back.” Or so the story goes…. Oh, mon Dieu!

No local distillery has gained more acclaim than High Wire, and for good reason. In addition to their beloved Hat Trick Gin and the 2014 Bronze Medal ACSA Spirits Competition-winning Sorghum Whiskey, they’ve made some unusual moves in the micro-distilling world that have yielded incredible results.

In 2013, Scott Blackwell and Ann Marshall’s King Street operation brought rum-making back to the peninsula. A year later, the couple produced bourbon from Jimmy Red Corn, a nearly extinct breed, and in 2015, they introduced their Bradford watermelon brandy, made from a little-known heirloom fruit that the Bradford family had been growing in nearby Sumter for 100 years. Last summer, High Wire distilled 10,000 peaches from Titan Farms in Ridge Spring that are currently aging in refurbished French oak barrels. Considered by some spirit historians to be the “first truly American spirit,” peach brandy will finally return to South Carolina this July.

“Scott and Ann are among the few distillers to understand that spirits are an agricultural product,” says Imbibe contributing editor Wayne Curtis. “They start with the field in their planning rather than the distillery, and the result is unique flavor.”

Podpis: Scott Blackwell and Ann Marshall at High Wire

Credit: Photographs by Sarah Alsati

Clear, boulder-size ice cubes are still a thing for a reason. Bartenders love those eye-catching cubes because of their scientific properties, says Miguel Buencamino, a local libations expert and the face behind wildly popular Instagram brand Holy City Handcraft.

“The cloudiness in your refrigerator ice is caused by trapped air bubbles,” he explains. “The outer layer of clear ice tends to melt a lot faster and dilutes your drink faster.” A cube that’s completely clear provides a more consistent flavor experience. That’s why places like The Gin Joint freeze and cut their own ice using a Clinebell machine and The Dewberry special orders its cold stuff from Ice Age Ice Sculptures in North Charleston.

Kentucky may act like it owns the mint julep, but according to historian Robert Moss, author of Southern Spirits: Four Hundred Years of Drinking in the American South, the Bluegrass State’s claim is the result of a wildly successful marketing campaign by the Kentucky Derby, and not the true origin story. Moss asserts that Virginia was the likely birthplace for the cocktail in the early part of the 19th century, and Charleston can take credit for bringing it en vogue. “If you went to the Mills House Hotel in the 1850s, juleps would have been one of the most popular drinks,” he says.

The julep was initially concocted as an “antifogmatic,”or morning eye-opener. “You have to remember, Southerners drank all day long in the 1830s or 1840s,” continues Moss. “The term ‘julep’ meant a compound you’d use to make medicine—a little sugar mixed with your spirit, rum or brandy in the early days. At some point people started putting mint into it.”
Today, bourbon has become the julep spirit of choice, and you can enjoy a fine example of the classic at The Dewberry. However, Moss also recommends trying one with peach brandy—the way juleps were originally made in the 1830s. Lucky for Charleston, it just so happens that in July, High Wire Distilling Co. (opposite) will release its inaugural peach brandy, so you can experiment for yourself.

Podpis: Find a classic version of the bourbon mint julep at The Dewberry’s The Living Room bar.

Credit: Photograph by Shell Royster


The Gin Joint: The Best Cocktail Bar in Charleston - Recipes

If Mixologist Joe Raya seems nimble behind the bar&mdashas if he could reach all the way into the kitchen, say&mdashit&rsquos because he&rsquos got more than cocktail training behind his talent. Before he found his rightful place in mixology, Raya undertook an extensive education at the Culinary Institute of America, foreseeing the kind of culinary-cocktail crossover and emphasis on fresh, seasonal ingredients that defines modern mixology.

Building on his CIA experience, Raya worked for years at a variety of restaurants, including The Four Seasons Palm Beach. He then moved to Charleston with his wife MariElena, where the couple took over MariElena&rsquos father&rsquos restaurant, Robert&rsquos of Charleston&mdashteaching them how to run a business and giving Raya a chance to refine his technique and expand his cocktail palate. Raya also took the time to earn his Diploma in Wine and Spirits from the Wine & Spirits Education Trust.

Kiedy Robert&rsquos closed in 2010, Raya and MariElena opened their dream restaurant and bar, Połączenie ginu. And in the process, the duo created a neighborhood &ldquowatering hole&rdquo that offers classic food and drink in a casual setting, all very thoroughly steeped in the pre-Prohibition style. It&rsquos not just the happy hordes of locals who are validating the Rayas&rsquos shared talents. Through outlets from Garden and Gun do Chłonąć, the restaurant has garnered Southern and national press. Earlier this year, Raya won the Charleston Wine + Food Festival Official Mixologist Competition, and he and MariElena launched Bittermilk Cocktail Compounds, selling innovative, all-natural cocktail mixers nationwide. In 2013, Raya earned a StarChefs Rising Star Mixologist Award for his work at Połączenie ginu.


Obejrzyj wideo: World Class 2010: Bartender Of The Year, Eric Lorincz, Rising to the Sky (Styczeń 2022).